WSB
Rozmaitości
Środa, 28 maja 2014 21:03

Pozytywni Ludzie. Matka-Polka

Obraz przeciętnej matki-Polki mimo mód i nowych ekip rządowych nie zmienia się. W latach sześćdziesiątych matka-Polka była zabieganą, ale uroczą kobietą w szpilkach - ale i i z siatami w obu rękach, popularnie zwana "kurą" rasy domową. W czasach stanu wojennego to właśnie ona stała w kolejkach po papier toaletowy lub inne rarytasy i swoim tylko znanym sposobem zdobywała niedostępne w sklepach produkty.
Zmieniały się czasy i okoliczności, ale rola wciąż pozostawała ta sama: opiekunka ogniska domowego. Tak jest zresztą do dziś. "Miejska" matka-Polka z klasy średniej, aby utrzymać rodzinę także chodzi do pracy. W domu przebywa tylko wtedy gdy dzieci są małe lub mąż "siedzi" za granicą i przesyła pieniądze. Matka Polka ze wsi jest jak nikt zahartowana w życiowych bojach. W szpilkach paraduje od święta, bo nie ma na to czasu. Tak jak Teresa Mitela najlepsza gospodyni w okolicy. Ma 67 lat i dawno już odchowała dzieci. Jej dwie córki i syn mają już swoje pociechy. Teresa życie kojarzy z jednym słowem: "praca". To ona wypełniała czas od rana do wieczora. Teraz gospodyni i matka zwolniła tempo. Dzieci wyręczają ją niekiedy w polu, wnuki odwiedzają i przychodzą na pyszne pierogi, a Teresa mimo wszystko nigdy nie pozwala sobie na bezczynność. Poprosiłam o rozmowę Teresę Mitelę, bez wątpienia najlepszą gospodynię z małopolskiej wsi Minoga.

Czym różnią się dzisiejsze czasy dla matki Polki od minionych?

- Teraz jest trudniej i ciężej niż przed laty. Kiedyś było biedniej ale łatwiej się żyło. Dziś człowiek boi się brać pożyczkę, bo od razu procent. Dawniej za pożyczkę postawiliśmy dom. Wzięłam 50 milionów(starych ) złotych sprzedałam tytoń, który wcześniej posadziliśmy. Było z czego oddać i jeszcze zostało. Teraz młodzież studiuje ale co z tego skoro, nie ma pracy, nie ma za co się budować i nie ma też dzieci bo one też kosztują. Często młodzi muszą mieszkać kątem u rodziców lub teściów.

Więc jak pani sobie radzi?

- Renta. Gdyby nie to nigdy bym nie przeżyła. Niestety teraz nie opłaca się hodowla zwierząt. Miałam krowy, świnie. Zlikwidowali u nas na wsi skup mleka. Dawniej wstawało się o trzeciej rano. Mieliśmy pół morgi. Chowałam świniaki, nosiłam mleko. Córki chodziły do szkoły. W polu robiło się od rana do nocy. W sanatorium byłam dwa razy. Raz z mężem, potem sama, a tak to w moim życiu kościół, dom, robota.

Czym różni się wychowanie młodzieży od czasów pani młodości?

- Dziś mają dobrze. Córce lub synowi przypilnuję dzieci gdy oni tymczasem idą do pracy. Gdy byłam młoda musiałam sobie radzić sama. Nie raz musiałam iść z dzieckiem w pole. Teraz trzeba uważać na dzieci. Gdy idą do szkoły lub wracają trzeba pilnować, bo mnóstwo pijaków jeździ drogą. O wypadek nie trudno. Dawniej przeważnie nie było na nic pieniędzy. Wtedy dzieciaki szanowały co się kupiło. Do jedzenia przeważnie były lane kluski, jajeczka a teraz szyneczka, szkodliwa pizza. Zmieniło się nawet menu na droższe ale mniej zdrowe. Dawniej dzieci też bardziej szanowały ojca i matkę. Moje dzieciaki Małgosia, Jola i Andrzej wyszły na ludzi. Starałam się aby nie były nigdy głodne, aby miały zawsze wszystko świeże i ugotowane.

Co w wychowaniu dzieci jest najważniejsze?

- Trzeba dużo tłumaczyć dlaczego należy zachować się tak, a nie inaczej. Czasem decyzje dorosłych wydają się dziecku po prostu głupie. Na zabawach często dochodziło do bijatyk. Mówiliśmy synowi, że jeśli będzie się w nie wdawał może komuś zrobić krzywdę i zgnije w więzieniu. Tłumaczyliśmy, że nie mamy na tyle pieniędzy aby go wykupić. Usłuchał, zrozumiał i po imprezach wracał z nami do domu.

Co w Pani życiu było lub jest najtrudniejsze?

- Gdy byłam mała mamusia nagle zmarła na serce. Zostawiła ośmioro dzieci. W domu się nie przelewało. Zbieraliśmy i sprzedawaliśmy jagody. W wieku osiemnastu lat wyszłam za mąż. Mieszkaliśmy z chorą teściową. Pracowałam w polu i opiekowałam się nią. Potem przyszły na świat dzieci. Nie mieliśmy ich z kim zostawiać więc często braliśmy je ze sobą. Pogodzenie pracy w polu ,przy domu i równoczesne wychowywanie dzieci nie było łatwe. Nikogo nie mieliśmy do pomocy. Bywało, że gdy uśpiliśmy dzieci siekliśmy nocą trawę przy księżycu trawę, bo w dzień nie było kiedy. Drugi trudny moment to śmierć mojego męża. Minęły dwa lata a ja d tej pory nie mogę się z tym pogodzić. Odszedł nagle. Miał zawał gdy przyszedł z pola. Było z kim porozmawiać, komu zrobić obiad. Mam kochające wnuki i wspaniałe dzieci ale one mają swoje rodziny, a ty człowieku patrz w cztery ściany. Samotność jest najgorsza. To dla mnie najtrudniejsze.

Chciała by Pani coś zmienić?

- Przydałby się ktoś drugi. Człowiek przecież nie może żyć tylko dla siebie. To co, że lubię sprzątać i pracować w domu. Przyjdzie wieczór, przydało by się napić kawy czy herbaty z kimś do towarzystwa, porozmawiać.

Pani ideał?

- Spokojny, uczynny, bez nałogów. Ktoś kto nie potrzebuje niańki czy służącej ale przyjaźni.

Dziękuję za rozmowę.

Notowała Anna Mączka
Reklama
komentarze
Reklama
Reklama
Intermed
Najczęściej czytane
    Reklama
    Gorczańskie Domki
    Reklama
    PP Allegro
    Pod naszym patronatem
    Partnerzy malopolskaonline.pl